Mojżesz wrócił z góry Synaj i obwieścił ludowi wszystkie słowa Pana i wszystkie Jego polecenia. Wtedy cały lud odpowiedział jednogłośnie: «Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy». Spisał więc Mojżesz wszystkie słowa Pana. Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby dwunastu szczepów Izraela. Potem polecił młodzieńcom izraelskim złożyć Panu ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców. Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wlał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: «Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni». Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: «Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów».

 

Uśmiechnąłem się z lekkim przekąsem, gdy przeczytałem powtarzaną co rusz obietnicę „Wszystkie słowa, które Pan wypowiedział, wypełnimy i będziemy im posłuszni (…). Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni” (Wj 24,3.7).

Rzeczywistość pustyni szybko weryfikowała przysięgi – pojawiało się niedowierzanie i nieufność, następnie tęskne powroty rozmarzonymi myślami do fikcyjnego egipskiego dobrostanu przy garnkach mięsa i dostatku chleba. Nie trzeba było długo czekać na narzekanie, szemranie, wreszcie oskarżenie Mojżesza i jego brata o mordercze knucie śmierci głodowej dla Izraelitów, a finalnie syk „złej mowy” godzący w Boga, któremu można było zarzucić nienawiść, obojętność, złośliwość i co tylko diabeł podpowiadał ludziom zmagającym się z nieumiejętnością znalezienia sposobu na, bądź co bądź, niespodziewaną wolność.

Tymczasem Bóg nieustannie wychodził z propozycją błogosławieństwa, odpowiadał miłosierdziem na niewierność i niewiarę, wiązał się kolejnymi umowami, choć znał doskonale słabości swojego ludu… I nie był w tym naiwny, ale objawiał miłość bez miary… A człowiek znów przysięgał, ślubował, przyrzekał, zapewniał…

Dlatego oddycham z ulgą, a nie przerażeniem, gdy kolejny raz proszę o przebaczenie grzechów, i czerwienię się jak uczniak ze zmieszania i podziwu dla łaski podczas rozgrzeszenia. A przede wszystkim każdego dnia przekonuję się, że miłość jest mocniejsza od śmierci – bo Krew Chrystusa jest dla każdego z nas niewyczerpanym źródłem życia. I tego właśnie Tobie życzę – prawdziwego i wypełnionego błogosławieństwem życia.